Mamo, nie ma kablówki - darły się z salonu jedna przez drugą. Boże co za przygłupy.
-Mamuń, co się dzieje?? zapytałam jakby nigdy nic - czego ta idiotka się tak wydziera??
- Nie wiem, Sim, kablówka nawaliła - mama spojrzała na mnie podejrzliwie. Gdzieś ty się właściwie podziewała, buzię masz brudną??
- Jaaa?? od czego?? udawałam, że nie wiem o co chodzi. - oj, chciałam wypróbować twoja pomadkę, palnęłam pierwsze co mi do głowy przyszło.
- Na policzku?? zapytała rozbawiona mama.
- oj, bo, chciałam skoki obejrzeć , i one mi nie pozwoliły. Byłam u rodziców Kamila i oni mnie tak umalowali. Mogę jutro tez iść??? Sami mnie zaprosili - powiedziałam uprzedzając fakty i gadanie mamy, że nieładnie się do kogoś wpychać.
- Zobaczymy rano -zaśmiała się mama, a teraz do łóżka - aha, ten kabel to twoja sprawka??
- Nieeee- powiedziałam, ale że nigdy nie potrafiłam kłamać słabo mi to wyszło, bo mama uśmiechnęła się tylko i wyciągnęła rękę. Położyłam jej na ręce scyzoryk.
-i żeby mi to było ostatni raz - pogroziła mi ze śmiechem.
Rano Pani Krysia spotkała mamę w sklepie i sobie tylko znanymi metodami przekonała ją, żebym przyszła do nich obejrzeć skoki. Przekonała ja jeszcze do czegoś więcej ale o tym dowiedziałam się później. Cały dzień chodziłam zamyślona dopóki nie obudził mnie dźwięk telefonu, a ponieważ nikt nie pofatygował się odebrać, zwlokłam się z fotela. I całe szczęście, bo jeszcze któryś z tych wybryków natury odebrał by telefon i nie szczęście gotowe.
- Simona?? zapytał głos w słuchawce
- Tak!?
- cześć rudzielcu, (uff Kamil) - słyszałem, że kuzynki dają ci w kość??
- eeee, daję radę - nigdy nie przyznałabym się, że jest inaczej.
- no wiem, słyszałem, słyszałem też, ze cie ze Startu wywalili??
- nie wywalili, tylko przenieśli, do sekcji skoków.
- Hm, przenieśli mówisz?? To i dobrze. Będziesz wieczorem u moich rodziców??
- nie wiem, nie chciałabym przeszkadzać, w końcu za kilka dni święta.
- no co ty, starzy mówili, że jeszcze nigdy się tak nie ubawili, podczas konkursu, śmiało możesz iść.
-myślisz??
- Pewnie, bardzo cię polubili. Nawet moje wredne siorackie.
- Wredne??? to może się zamienimy?? Ja wezmę twoje siostry, a ty moje kuzynki, zobaczymy kto jest bardziej wredny??
- yy,eeee, może, nie koniecznie. Dobra, młoda, muszę kończyć, bądź wieczorem. Pa.
- Narazie, odłożyłam słuchawkę. Szczęście, że telefon jest tylko jeden i nikt nie podsłuchiwał rozmów.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, szczur, wielki, obrzydliwy, zabierzcie go - Beata wydarła się jak poparzona na widok sprawcy swojego wczorajszego nieszczęścia.
-To on nam kabel przeżarł, trąciła nogą martwe zwierzę.
-Za mojego Kevina - sarknęła.
-Kurde, kable przeżarł, jak my teraz Grincha obejrzymy?? lamentowała Laura.
Jakieś pół godziny przed rozpoczęciem skoków przyszła po mnie Marta z mamą. Chwile gadały z moją mamą ale w końcu zabrały mnie na skoki.
Znów siedzieliśmy na wielkich poduchach pijąc Colę i wciągając tonę paluszków i czipsów.
Dziś ty obsługujesz trąbkę - zaśmiała się Marta podając mi wielką czerwona piszczałkę.
Obsługa wuwuzelki to wcale nie taka prosta sprawa bo diabelstwo nie ma w środku żadnego gwizdka ani nic co wydawało by dźwięk, więc zaplułam się strasznie zanim naumiałam się toto obsługiwać.
Chłopacy skakali indywidualnie. Na podium stanął Adam i jakichś dwóch skoczków, których nazwisk nie mogłam wtedy jeszcze wymówić. Oczywiście Auci jak zwykle dostawali fory, ale cóż dzieci specjalnej troski muszą być inaczej traktowane.
Zbierałam się już do wyjścia, żeby nie nadwyrężać uprzejmości rodziców Kamila, ale Pani Krysia mnie zatrzymała.
- Simona, zaczekaj moment, Kamil prosił, żeby ci to przekazać - pan Kazik wyszedł ze strychu ze starymi nartami Kamila - dla ciebie.
- yyy, eeee, dziękuję - rozpłakałam się ale mama nie pozwoli mi ich zatrzymać.
Pani Krysia pogłaskała mnie po głowie.
-Pozwoli, pozwoli, rozmawiałam z nią, u nas one leżą i się kurzą, a tobie się przydadzą.
Stałam jak zahipnotyzowana gapiąc się to na narty to na panią Krysię.
- dziękuję, bardzo dziękuję. Przytuliłam się do niej szlochając
-Pomogę ci je zanieść, zaśmiał się Pan Kazik
- O NIE!!!! każdy skoczek sam nosi swoje narty - oburzyłam się.
Rany, Stoch, dobrze ze cię nie ma, bo ze szczęścia chyba bym cie udusiła. Popłakałam się.
Dwa dni później
Simi , masz gościa - mama weszła do pokoju i parsknęła śmiechem widząc jak na siedziałam na środku pokoju pucując narty.
- bo farbę z nich zetrzesz - usłyszałam nad sobą głos Kamila.
Podniosłam głowę i zerwałam się z podłogi rzucając mu się na szyję (nie wiedziałam, że dwa pokemony stoją w drzwiach i wszystko widzą - zawsze tak robiły jak Kamil był u mnie)
- Dziękuję, dziękuję, kochany jesteś, Kamil, jak ja ci się odwdzięczę?? - odsunął mnie od siebie ze śmiechem i wtedy w jego oczach zauważyłam coś co pokochałam . Jego niebieskie oczy zaiskrzyły się tysiącem iskierek.
- co do odwdzięczenia się,to coś się wymyśli- uśmiechnął się tak, że słabo mi się zrobiło- narazie masz się nauczyć skakać. Zapraszam. - Zaśmiał się.
Spojrzałam zdziwiona.
- no co, nie nauczysz się skakać polerując narty, zbieraj się i idziemy na skocznię. Nie zdążył skończyć jak stałam gotowa do wyjścia i już chciałam złapać narty, ale wstrzymał mnie.
- yee, jak to bez nart?? zapytałam zdziwiona
-heh, najpierw musisz opanować technikę wybicia i lotu, żebyś karku nie złamała - parsknął. Aaa, ty myślałaś, że założysz narty wybijesz się i polecisz? zaśmiał się.
- IEEE, no w sumie tak - odpowiedziałam zdziwiona
- no to przykro mi, że muszę cię rozczarować -zaśmiał się.
Zamknęłam pokój na klucz, bo te zołzy gotowe mi narty zniszczyć i poszłam, właściwie pobiegłam za Kamilem.
- a, muszę cie ostrzec, w Zakopcu Auci są na zgrupowaniu, mogą być na skoczni.
dauny? - aż stanęłam z wrażenia -
yyyeeee, ale jak?? - cóż, niech się nauczą jak się w Polsce skacze - palnęłam bez namysłu, nie wiedząc, ze za plecami mam najmłodszy narybek Austriackiej kadry.
Spojrzeli tak, że włosy mi dęba stanęły.( podpadłaś Potocka, jeszcze skakać nie zaczęłaś, a już naraziłaś się autom.)
Z uwagą przyglądali się moim poczynaniom, udawałam, a przynajmniej próbowałam udawać, że ich tam nie ma.
-Młoda, poćwiczysz dziś z Kamilem - powiedział trener - chłopacy będą robić co innego.
-Współczucia - klepnął mnie Miętus - on jest gorszy niż gestapo.
-Aj tam, marudzisz Dropsik - zaśmiałam się, ale po dwóch godzinach nie zostało mi nic innego, jak zgodzić się z Miętusem.
- Za późno, zabijesz się, jak będziesz się tak późno wybijać, jeszcze raz - od dwóch godzin powtarzaliśmy to samo ćwiczenie. Wybijałam się z takiej deski na kółkach ,Kamil łapał mnie w biodrach i unosił nad głową.
-Skup się, bo głowę sobie rozwalisz - Sim, jeszcze raz.
-Nie, ja juz nie mogę - próbowałam si wymiksować.
- Coo?? Jak nie mogę, chciałaś skakać to masz szansę, ale musisz się przygotować, żeby ktoś cię wpuścił na rozbieg. - powiedział poważnie Kamil.
Auci na szczęście trenowali na większej skoczni. Pewnie dalej bym się ociągała, ale zobaczyłam tryumfujący uśmiech austriackiej wersji Misia Uszatka. Jakiś blondas stał i bezczelnie się nabijał. O nie, co to to nie!!!
Stanęłam na deseczce, wybiłam się i uniosłam nad głową Kamila.
-No w końcu - zażartował. Jeszcze kila godzin i jutro możesz narty założyć.
-Kilka godzin?? - wywaliłam na niego gały - oszalałeś?? od trzech godzin wałkujemy to samo.
- Nooo, jeszcze trzy i może coś z tego będzie - zaśmiał się. ( Nie żyjesz Stoch, normalnie nie żyjesz).
Kto powiedział, że życie skoczka jest proste???
-Skup się, bo głowę sobie rozwalisz - Sim, jeszcze raz.
-Nie, ja juz nie mogę - próbowałam si wymiksować.
- Coo?? Jak nie mogę, chciałaś skakać to masz szansę, ale musisz się przygotować, żeby ktoś cię wpuścił na rozbieg. - powiedział poważnie Kamil.
Auci na szczęście trenowali na większej skoczni. Pewnie dalej bym się ociągała, ale zobaczyłam tryumfujący uśmiech austriackiej wersji Misia Uszatka. Jakiś blondas stał i bezczelnie się nabijał. O nie, co to to nie!!!
Stanęłam na deseczce, wybiłam się i uniosłam nad głową Kamila.
-No w końcu - zażartował. Jeszcze kila godzin i jutro możesz narty założyć.
-Kilka godzin?? - wywaliłam na niego gały - oszalałeś?? od trzech godzin wałkujemy to samo.
- Nooo, jeszcze trzy i może coś z tego będzie - zaśmiał się. ( Nie żyjesz Stoch, normalnie nie żyjesz).
Kto powiedział, że życie skoczka jest proste???