Tatusiu, to znowu ja, udało nam się, udało, udało, właśnie wróciłam z dekoracji, kurczę ciężkie te medale. 200 metrów spod COS-u do skoczni szliśmy prawie półtorej godziny, bo co chwilę ktoś podchodził, prosił o zdjęcie, autograf, albo po prostu po gratulować, a jeszcze chyba z półgodziny gadałam z mamą, Ale się ucieszyła, nie oglądała skoków, bo nasza TV nie transmituje młodzieżówki, dowiedziała się od cioci Zosi ,tej która zawsze twierdziła, że takie chucherko jak ja, nie da sobie rady w życiu i że najlepiej to powinniście mnie oddać do adopcji - teraz wiem czemu nigdy jej nie lubiłeś. Jej synek Rafałek, wygrzebał w necie transmisję na żywo i ciotka zadzwoniła do mamy, zapytać czy ta Simona Potocka, która właśnie wygrała - to ja??? Chciałabym zobaczyć jej minę kiedy dowiedziała się że tak.
Ale na tej skoczni wysoko, myślałam, że umrę, bałam się jak diabli,w głowie mi huczało, a serce to mi tak waliło, że o mało zawału nie dostałam, ale udało się, załapałam przy okazji jakieś tam punkty w klasyfikacji generalnej i jestem dwudziesta. Narazie!!!!!! Ale byłbyś dumny. A i najważniejsze. No może nie najważniejsze, ale też miłe. Kupię mamie porządną maszynę do szycia, żeby nie musiała się na tym starym gracie męczyć - 2,500 euro, chyba wystarczy?? Jak myślisz tato?? Ale na razie ci iii, to ma być niespodzianka. Skończyło się skakanie za dyplomy ;p
A i jeszcze jedno. Mam coś, za co te panienki wystające pod COS-em dały by się pokroić. Wolny wstęp do świata skoczków. Te dziunie stojące po drugiej stronie bandy, godzinami czekające, żeby zobaczyć swojego idola, żebrzą o uśmiech, autograf, cokolwiek. A ja to mam na wyciągnięcie ręki i wiesz co tato, wcale to nie jest takie słodkie jak pokazują w telewizji.
Skoczkowie i ich wielka przyjaźń - dobre sobie, wcale nie cieszą się, ze zwycięstwa kolegi, a w drużynówkach jak ktoś nawali to strasznie po nim jadą.
Skoki, to ciężka rywalizacja, sława, nagrody, kasa. Zawsze mówiłeś, że tam gdzie w grę wchodzi kasa, nie ma miejsca na przyjaźń, coś w tym musi być. Jak wchodziłam do pokoju, słyszałam krzyki w pokoju Autów, Morgi, ochrzaniał, tego chłopaczka, co ze mną skakał, że dał się babie pokonać, i że do niczego się nie nadaje, burak jeden.
Auci, nie ma co, ej no bez jaj, tato, Walduś Kiepski i spółka. Sfochowane, rozkapryszone bachory, nastawione na wygrywanie. Nie no dobrzy są, to fakt, ale aktorzy jeszcze lepsi. Dla prasy, mediów, ciu, ciu,ciu, a tak naprawdę jeden drugiego w kałuży by utopił. Heh, na następne zawody drużynowe miało jechać dziesięciu , a pojedzie sześciu - i dobrze im tak.
Norwedzy - duże dzieci - banda idiotów, nabijający się ze wszystkiego i wszystkich, chociaż ten Tom wydaje się sympatyczny, nawet mi po gratulował, chłopakom zresztą też.;p. Finów jeszcze nie znam, bo poza Ahonenem nikt się nie zjawił. Ale z niego Ufo jest, tato, ani się nie uśmiechnie, ani nic, jakaś ofiara zastrzyków z botoxu czy jak?? Jeszcze nie wiem, ale się dowiem. Kocham cie tatusiu,Pa.